Książka vs. Film · Recenzje

“Opowieść podręcznej” Margaret Atwood

Wraz z emitowanym od niedawna serialem “Handmaid’s Tale” wróciło ogromne zainteresowanie pierwowzorem tej historii, czyli “Opowieści podręcznej” Margaret Atwood. I ja też nie mogłam przejść obok tego faktu obojętnie, bowiem uwielbiam porównywać wersje książkowe i filmowe. Wreszcie, zamiast odkładać w nieskończoność pierwsze spotkanie z Atwood (na czytniku czeka kilka innych jej powieści), postanowiłam sama przekonać się o czym wszyscy mówią.


Świat przyszłości powinien być doskonalszy. Stajemy się mądrzejsi, mamy zdobycze technologii i medycyny, które sprawiają, że wszystko staje się łatwiejsze, lepsze, zdrowsze… Zdrowsze? Zatrzymajmy się tu chwilę, bo skąd te nasze obsesje na temat zdrowego trybu życia, odżywiania, sportu? Czy to przypadkiem nie jest sposób na zatarcie skutków ubocznych postępu. Bo te, niestety są coraz bardziej przerażające. “Handmaid’s Tale” pokazuje najczarniejszą z wersji przyszłości. Miejsce na świecie, który zniszczyli ludzie, a teraz za to płacą. Płacą bezpłodnością, mutacjami i totalnie inną strukturą społeczną – jedyną, jak im się wydaje, która pozwoli im przetrwać.

Freda mieszka w domu Komendanta i jego Żony, Sereny Joy. Odzwierciedlają oni najwyższą warstwę społeczną, która nie posiada dzieci, ale posiada podręczną, czyli w tym przypadku Fredę. Właśnie do tego ma służyć Freda – urodzić im dziecko. Zgodziła się, bo tak naprawdę nie miała innego wyjścia. Jest sprawdzona, już kiedyś urodziła. Miejsce córki i męża Fredy jest nieznane. Czy jeszcze żyją? Czy są zakładnikami? Czy, gdy urodzi Komendantowi i Serenie dziecko, pozwolą jej wrócić do rodziny? Musi się spieszyć, nie zostało jej zbyt wiele czasu.

Ma nie być w nas nic rozrywkowego, nie dopuszcza się, byśmy mogły stanowić obiekt potajemnych pragnień – ani oni od nas, ani my od nich nie mamy prawa doznawać żadnych szczególnych łask, ma nie być żadnego punktu zaczepienia dla miłości. Jesteśmy dwunogimi łonami, niczym więcej, świętymi naczyniami, probówkami laboratoryjnymi.

Freda opisuje swoje życie, hierarchię społeczeństwa w Galeadzie (kiedyś USA), a także struktury podziemne, które wyłamują się temu sposobowi życia. Z przerażeniem będziecie obserwować, co się dzieje w tym dziwnym miejscu, który niestety, kiedyś może stać się naszym światem.

Opis Galeadu miejscami przypomina świat po drugiej wojnie światowej, w przypadku, jeśli wygraliby naziści. Nikogo już nie dziwi dyskryminacja, rasizm, ani nawet obozy pracy, czy obozy koncentracyjne. Freda, jest jeszcze w stosunkowo dobrej sytuacji, choć tak naprawdę jest niewolnicą. Zamieszkuje osobny pokój w domu Komendanta, codzienne ma dostarczane przez Marty (kobiety, które już nie urodzą, a posiadają umiejętności gospodarskie) wartościowe odżywczo śniadania, w porównaniu z innymi może się poczuć szczęściarą. Jej kartą przetargową są czynne jajniki.

Jest jakaś siła w takim szeptaniu świństw o przedstawicielach władzy. W tym zakazanym akcie niesubordynacji jest coś rozkosznego, a zarazem podniecającego. Co przypomina czary. Jakby się z nich wypuszczało powietrze, sprowadzało do wspólnego z nimi mianownika, do poziomu, na którym można sobie z nimi poradzić. Na ścianie prysznicowej ktoś nabazgrał: Ciotka Lidia ciągnie druta. To tak jakby ktoś pomachał flagą buntowniczą z wierzchołka wzgórza.

W chwili rozpoczęcia swojej historii Freda ma jeden cel – urodzić dziecko swoim “właścicielom”. Chciałaby odnaleźć męża i córki, ale czy oni jeszcze żyją? Czy jest na tyle silna, by przeciwstawić się systemowi? Jednak okazuje się, że kobieta nie jest całkiem sama, z biegiem czasu dowiaduje się o siatce ludzi, którzy również nie są zadowoleni z obecnego rozwoju ich kraju i chcieliby coś zmienić. Jakiekolwiek plany, zanim do końca się wyklarują, krzyżuje jej Komendant, który nagle zaprasza podręczną do swoich prywatnych pokoi. A może to właśnie pomoże jej nawiązać niezbędne kontakty?

W czasie czytania wiele sobie dopowiadałam, wiele było domyśleń. Margaret Atwood nie wykłada wszystkiego dokładnie, zostawia pole do interpretacji, choć strukturę społeczną przedstawia dość jasno. Trzeba pamiętać, że narratorem jest Freda i to jej perspektywę przedstawiła nam autorka. Pomocną w zrozumieniu okazała się notka historyczna na końcu książki.


https://youtu.be/PJTonrzXTJs

Doskonałym uzupełnieniem lektury będzie wspomniany we wstępie serial (tu szczegóły i obsada). Jak do tej pory, mamy 10 odcinków pierwszego sezonu, drugi zapowiadany jest na rok 2018. Ja obejrzałam trzy pierwsze odcinki, emitowane przez Chanel 4 i nie mogę się doczekać kolejnych. Zarówno książka, jak i film bardzo mnie wciągnęły.

Ciekawie było zobaczyć na ekranie to, co już sama zdążyłam sobie wyobrazić, np. jak wyglądał czepiec, który nosiły podręczne. Miałam jako takie wyobrażenie, gdyż nie raz mignęły mi zapowiedzi serialu. Po obejrzeniu pierwszego odcinka zauważyłam za to, że owszem, miały ograniczać widzenie, jak koniowi ciągnącemu furmankę, ale służyły jeszcze czemuś, co nie było ich pierwotnym założeniem: dawały namiastkę prywatności. Czasem mniej, znaczy więcej, podręczne, mogły się swobodniej komunikować miedzy sobą, wiedząc, że “Oczy” nie mogą zobaczyć ich komunikacji, wyczytać z ruchu warg, wyrazu twarzy, o czym dyskutują. I może nie mogły dzięki czepcom spiskować do woli, ale na pewno pomagało to w konspirowaniu.

Podobały mi się teksty i komentarze Fredy. Dowcip w nich zawarty, szybkie riposty wypowiadane jedynie w jej głowie pokazywały, że nie straciła ani poczucia humoru, ani wojowniczego ducha. Jest on jedynie przytłumiony, czeka na okazję, żeby się uwolnić, rozwinąć.

W trakcie czytania myślałam, że małżeństwo Żony i Komendanta będzie po 50-tce, tu okazało się, że to młodzi ludzie w sile wieku. Tylko, że bezpłodni, jak coraz więcej małżeństw, również współcześnie. Przerażające, jak niedaleko nam do fikcji literackiej.

Jak zwykle w pierwszej kolejności polecam wersję książkową, dopiero potem ekranową, jako uzupełnienie wyobrażonego obrazu. Warto zaopatrzyć się w obie.

 

Zapadam się w swoje ciało jak w grzęzawisko, jak w moczary, gdzie tylko ja potrafię wyczuć stały grunt pod nogami. Zdradliwy teren, moje własne terytorium. Jestem jak ziemia, do której przykładam ucho, nasłuchując odgłosów przyszłości. Każde ukłucie, każdy najmniejszy pomruk bólu, wybrzuszenie wzbierającej materii, obrzęk i ubytek tkanki, obecność wydzielin – to wszystko są znaki, rzeczy, o których powinnam wiedzieć. Co miesiąc z lękiem wyczekuję krwi, ponieważ jej pojawienie się oznacza porażkę. Znów zawiodłam oczekiwania innych, które stały się moimi oczekiwaniami. 

Advertisements

7 thoughts on ““Opowieść podręcznej” Margaret Atwood

  1. Świetna książka, czytana drugi raz zrobiła na mnie takie samo wrażenie. Ogromnie podoba mi się okładka angielskiej wersji – majstersztyk.

    Serial – równie dobry, jak książka. Ciekawe, w jakim kierunku pójdzie w 2 sezonie.

    Pozdrawiam

    Like

    1. Ja jeszcze całego nie obejrzałam, ale tez jestem ciekawa 🙂 I tak sie cieszę, że tym razem książka nie okazała się przereklamowana, jak to się ostatnio zdarzało przy tych “sławnych”.

      Like

  2. Też myślałam, że Komendant i jego żona są starsi. Świetna książka, ale bardzo przygnębiająca 😦 Choć właściwie to otwarte zakończenie daje jakąś nadzieję.

    Like

Leave a Reply

Fill in your details below or click an icon to log in:

WordPress.com Logo

You are commenting using your WordPress.com account. Log Out / Change )

Twitter picture

You are commenting using your Twitter account. Log Out / Change )

Facebook photo

You are commenting using your Facebook account. Log Out / Change )

Google+ photo

You are commenting using your Google+ account. Log Out / Change )

Connecting to %s