Recenzje

Colin Harrison “Zgliszcza”

Mafia. To coś co wydaje mi się być zmyśloną strukturą, w którą nie wierzę, jak w Świętego Mikołaja i Wróżkę Zębuszkę, a jednocześnie boję się jej panicznie, przeraża mnie myśl choćby zetknięcia się z tym “wymyślonym” przez jakiegoś brutala tworem. Za to ostatnie winić mogę zarówno filmy i seriale o tej tematyce (lub z elementami dotyczącymi mafii), a także książki. Lubię czytać o mafii. Nie lubię oglądać, obraz za mocno działa mi ma głowę – zostają powidoki.


A wszystko zaczyna się… nie, nie niewinnie, jak chciałoby się napisać. Wszystko zaczyna się od Charliego, kiedy ze swojego samolotu bombarduje cywilów w Wietnamie. Od tego jak spada, po tym, jak go zestrzelili i osadzili w obozie jenieckim. Czujesz żal za Charliego. Ale czy słusznie? Po wielu latach, posługując się raportami wojskowymi będzie potrafił policzyć ilu niewinnych ludzi zabił.

Już teraz mogę Wam powiedzieć, że Charlie przeżył. Wrócił do żony i dzieci, i choć obecnie zdrowie mu doskwiera po licznych kontuzjach wojennych, miewa się całkiem nieźle, jest uznanym biznesmenem, sprawnie operuje akcjami na nowojorskiej giełdzie. Jednak wciąż czegoś mu brakuje…

Christine popełniła błąd. Była bardzo młoda, kiedy zakochała się w Ricku, kulturyście i przemytniku. Rick pracowała dla Tony’ego i wciągnął w to Christine. Właściwie to sama chciała, nowa przygoda… Wymyśliła nawet nowy, niezawodny system odbioru ciężarówek z nielegalnym towarem. Możecie się domyślić, że w pewnym momencie coś poszło jednak nie tak i Christine wylądowała w więzieniu. Po czterech latach odsiadki próbuje na nowo ułożyć sobie życie. Jej kroki krzyżują się z krokami Charliego…

Tu są twoje klucze. Ten budynek jest mój. Chcę, aby ludzie byli szczęśliwi. Jeśli nie będzie pani umiała być tu szczęśliwa, panno Bedford, proszę odejść i zamieszkać z ludźmi nieszczęśliwymi. Gdzieś indziej.

***

― Jak się miewa pani mąż?

― Leży…

― Zmęczony?

― …i się uśmiecha.

― Uśmiecha?

― Leży na cmentarzu jakieś osiem mil stąd i uśmiecha się, bo nie wrzeszczę na niego.

“Zgliszcza” Colina Harrisona to książka brutalna, napisana bardzo dosadnym językiem, co na pewno nie każdemu może pasować. Język, jakim posługuje się autor początkowo odrobinę mnie zszokował, bo ni jak nie pasował mi do języka literackiego, do jakiego jestem przyzwyczajona, ale szybko się oswoiłam i już w dalszej części nie drażnił. To książka pełna seksu i przemocy, ale czasem i taka jest mi potrzebna. Dla równowagi. Skomplikowane relacje, mafia, pościgi, tortury – zastanów się, czy Tobie będzie to odpowiadać, zanim sięgniesz po tę powieść. Tu nie można odwrócić wzroku i nie patrzeć przez chwilę, aż do końca sceny. Od tych zadrukowanych kartek nie sposób oderwać spojrzenia.


Za pożyczenie swojego niełatwo zdobytego egzemplarza książki serdecznie dziękuję Sylwii z Belfastu :* :*

Advertisements

One thought on “Colin Harrison “Zgliszcza”

Leave a Reply

Fill in your details below or click an icon to log in:

WordPress.com Logo

You are commenting using your WordPress.com account. Log Out / Change )

Twitter picture

You are commenting using your Twitter account. Log Out / Change )

Facebook photo

You are commenting using your Facebook account. Log Out / Change )

Google+ photo

You are commenting using your Google+ account. Log Out / Change )

Connecting to %s