Marina Perezagua „Yoro”

Chciałabym potrafić zmierzyć ile zła może znieść jeden człowiek. Jak bardzo da się mu dokuczyć do momentu aż się złamie. Może, jeśli bylibyśmy w stanie oszacować, który moment jest ostateczny i więcej się nie da, może udałoby się powiedzieć stop, może wiedząc, że to tak blisko granicy bólu psychicznego i fizycznego, może wtedy udałoby się powstrzymać zło, zapobiec.

Tak to nieraz w życiu bywa, nieprawdaż? Czasem człowiek myśli, że raz na zawsze zdołał się odciąć od tego, co stało się przyczyną tylu jego cierpień, i nagle okazuje się, że jest na środku rzeki, której wody nie niosą go wcale w kierunku ujścia, lecz ku swemu źródłu, zmuszając, aby przepłynął tym samym korytem po raz wtóry.


H nie miała łatwego życia. Urodziła się hermafrodytą i choć wychowywano ją na chłopca, czuła się dziewczynką. Rozbieżność między tym, co czuła, a tym, czego od niej oczekiwano przyniosła jej wiele cierpień. Nie wiedziała jeszcze, że będzie się z tym zmagać do końca życia. Kiedy na Hiroszimę spadła bomba atomowa, a H straciła przyjaciół, rodzinę i także częściowo swoje ciało, myślałam, że to już koniec jej zmagań, że teraz wystarczy już tylko wylizać rany i… “jakoś to będzie”. Niestety, to nie koniec kataklizmów, jakie życie (albo raczej autorka) zgotowało naszej bohaterce.

Nie dotrzymałam też drugiej obietnicy, tej mianowicie, że nigdy nie dam się niczemu ani nikomu zniszczyć. Jim ciągle mi o tym przypominał, domagał się ode mnie ciągłych w tym względzie zapewnień, jakby miał na tym punkcie jakąś szczególną obsesję, a może tylko widział to, czego nawet ja nie potrafiłam dostrzec: moją permanentną, skrajną ranliwość, to ciągłe balansowanie na linie, z której w każdej chwili mogłam spaść i runąć w pustkę. I tam właśnie wpadłam – w pustkę.

Przygotujcie się psychicznie, “Yoro” to trudna przeprawa, obraz losów pokrzywdzonych ludzi. Obok tej książki nie można przejść obojętnie, jeśli jest się wrażliwym na ludzką krzywdę. “Yoro” to też bardzo długi list miłosny, pamiętnikarski zapis wydarzeń i związanych z nimi odczuć H. To książka, która wgryza się w duszę i nie pozwala o sobie tak łatwo zapomnieć. Powieść jest pełna metafor, ale te nie zostawiają poetyckiego posmaku, są bowiem natychmiast objaśniane przez bohaterkę, nie pozostawiając żadnych złudzeń co do swoich znaczeń.

I dopiero z tej perspektywy zacznie Pan dostrzegać, jak działają straszliwe tryby maszyny. Zobaczy Pan, jak pogrzebane ciało osuwa się w jeden z tuneli, tak jak dopiero co wytoczona nakrętka ześlizguje się na taśmę w fabryce, gdzie nikt nie podejrzewa, że właśnie montuje narzędzie, które pozbawi go życia i pogrzebie jak kolejną nakrętkę spadającą na tę samą taśmę transportującą, i tak bez końca, aż cały kontynent stanie się jedną wielką fabryką wypluwającą nakrętki niezbędne do tego, aby człowiek z drugiej półkuli mógł tanio strzelać.

“Yoro” Mariny Perezagua to książka, w której zło nie ma żadnych granic. Ogrom nieszczęść, jaka spotyka głównych bohaterów niezmiennie przypominał mi “Małe życie” Hanyi Yanagihary, charakteryzował je ten sam fatalizm i poczucie osamotnienia.

Bardzo udany debiut. Polecam.

yoro

 

Za książkę dziękuję wydawnictwu Prószyński i S-ka
J

 

*Wszystkie cytaty pochodzą z książki “Yoro” Mariny Perezagua, Prószyński i S-ka 2017

6 thoughts on “Marina Perezagua „Yoro”

Leave a Reply

Fill in your details below or click an icon to log in:

WordPress.com Logo

You are commenting using your WordPress.com account. Log Out /  Change )

Google photo

You are commenting using your Google account. Log Out /  Change )

Twitter picture

You are commenting using your Twitter account. Log Out /  Change )

Facebook photo

You are commenting using your Facebook account. Log Out /  Change )

Connecting to %s