Hibo Wardere „Cięcie”

W życiu nie dostałam tylu prezentów! A to jeszcze nie koniec. Krewni i znajomi wciąż napływają. Same kobiety. Ale u nas zwykle tak jest. Mężczyźni zajmują się swoimi sprawami, do kobiet się nie wtrącają. Czy to moje urodziny? Nie. To gudnin, taka tradycja. Dziewczynki w szkole ciągle się ze mnie śmiały, że taka duża (mam już 6 lat!), a jeszcze mam kintir, więc powiedziałam mamie, że chce to już mieć za sobą. Przecież to tylko niewielkie nacięcie.

Mama karmi mnie najsmaczniejszymi potrawami, wręcz zapycha mnie smakołykami, jakbym przez najbliższy rok nie miała nic jeść. Wszystkie ciotki i sąsiadki, z szerokimi uśmiechami na twarzach, co i rusz głaszczą mnie po głowie, powtarzając, jaką to już dużą dziewczynką jestem. Naprawdę, człowiek by pomyślał, że to urodziny.

Wreszcie przyszedł ten moment. Mama bierze mnie za rękę prowadzi na matę. Każą mi się położyć na plecach, oparta o jedną z ciotek. Ta, trzyma mnie mocno w swoich objęciach. Pozostałe trzymają mnie żelaznymi chwytami za uda. Rozwarły je tak, że mam wrażenie, że zaraz pękną mi kości. Stara, pomarszczona kobieta, nachyla swoją brązową twarz między moimi nogami. Widzę zaschniętą krew na zardzewiałej żyletce. Ostrze zbliża się do moich nierozwiniętych jeszcze w pełni genitaliów.

***

To tak wyglądają normalne organy rozrodcze kobiety? A ja wyglądam jak lalka Barbie. Nic tam nie mam. Wszystko zaszyte. Został tylko mały otwór, żeby mocz i krew menstruacyjna miały gdzie ujść. A to i tak nie działa najlepiej. Mój okres trwa zwykle 10 dni, a siusiam całe 15 minut. Poł życia z infekcjami.


Przerażenie raz za razem zalewało mnie potężną falą. Z trudem chwytałam oddech, zamknięta w morderczym uścisku, z nogami wygiętymi pod dziwacznym kątem. Stara kobieta zacisnęła palce na brudnej żyletce i poklepała skórę pomiędzy moimi udami, mamrocząc wąskimi wargami: “W imię Allaha wszechmogącego”. Matka odwróciła głowę. I właśnie to było bardziej przerażające niż cała reszta – fakt, że osoba, która parę minut temu kąpała mnie z taką czułością, teraz, w chwili, gdy najbardziej jej potrzebowałam, zostawiła mnie samą.

Hibo Wardere pochodzi z Somalii i tam, zmuszona przez rodzinę i nakaz kulturowy przeszła brutalny zabieg okaleczający jej genitalia, zwany obrzezaniem. Hibo nie potrafiła zrozumieć, co tak naprawdę się stało. Miała wtedy ledwie 6 lat, (ale bywa, że zabieg przeprowadza się na niemowlętach, albo nastolatkach) i jej świat oraz zaufanie do matki legło tego dnia w gruzach. Codziennie, nieprzerwanie zadawała jej to samo pytanie: Dlaczego? Nigdy nie dostała wyczerpującej odpowiedzi. Matka prawdopodobnie sama jej nie znała. Niewykształcona, niepiśmienna, robiła to, co nakazuje kultura i, jak uważała, również religia. Okazuje się jednak, że religia nie ma z tym nic wspólnego, a zabieg obrzezania dziewcząt jest jedynie wytworem kultury, tradycją przekazywaną z pokolenia na pokolenia.

Dlaczego? Po to, żeby była czysta. Będzie lepiej pachnieć. Mąż będzie miał pewność, że przed ślubem była nietknięta. Należy zmniejszyć popęd seksualny, żeby żona nie odeszła do innego. W niektórych krajach Afryki i Bliskiego wschodu wciąż praktykuje się ten barbarzyński zwyczaj. Najbardziej ekstremalny tym, ten sam, który zastosowano u autorki książki to: obcięcie łechtaczki, mniejszych i większych warg sromowych oraz zaszycie całości tak, by pozostawić jedynie niewielki otwór na ujście płynów.

Myślicie, że tym cierpienie się skończy? Niestety. Kłopoty z wiecznymi infekcjami, czy uraz psychiczny, to jedno, bo do tego dochodzi np. ponowne rozerwanie w noc poślubną, następnie w przypadku porodu. Nie będę się tutaj wdawać w szczegóły, bo jest to temat złożony, a ja nie chciałabym Wam opisywać całej książki – wolę, żebyście ją przeczytali.

Leżałam na łóżku w kałuży krwi… Wydawał odgłosy jak ranne zwierzę… Jego rodzina tańczyła wokół łóżka… Gratulowała mu czystej żony…

Popatrzyłam na nią z przerażeniem, zaszokowana wszystkimi tymi okropnościami. I właśnie to mnie czeka? Znowu ból i okaleczenia, tym razem za sprawą kogoś innego? Przeżyłam obrzezanie tylko po to, by zostać ukaraną ponownie? Poczułam lodowate palce strachu zaciskające się wokół mojego serca. Boże, błagam, pomyślałam, nie chcę już więcej cierpieć. Prosiłam, błagałam, próbowałam się układać. I nie przestawałam się modlić.

Hibo Wardere napisała “Cięcie” po to, żeby uświadamiać w sprawie obrzezania kobiet. Niewiele osób wie, że aż 98 procent Somalijek zostało poddanych obrzezaniu. Hibo chce walczyć z tym, co w Wielkiej Brytanii nazywane jest w skrócie FGM (Female Genital Mutilation). Problem ten nie jest odległy, jak by się mogło zdawać, coraz bardziej dotyczy Europy, co każe zwrócić na niego większa uwagę i przede wszystkim zapobiegać. W Wielkiej Brytanii, do której wyemigrowała autorka książki, powstają specjalne programy mające chronić dziewczynki przed tym bestialskim procederem. Obrzezanie uznawane jest za przemoc wobec dzieci, a dzisiaj można nie tylko wystąpić do sądu o specjalną ochronę (FGM protection order), a osoby zaangażowane (rodzice, znachor, a nawet lekarz, gdyż niektórzy rodzice decydują się na zabieg w warunkach szpitalnych, choć i to jest oczywiście nielegalne) mogą pójść za to do więzienia.

(…) choć od 1985 roku w Wielkiej Brytanii FGM jest praktyką nielegalną, a od 2003 przestępstwem jest też wywożenie dzieci z brytyjskim obywatelstwem za granicę w celu ich obrzezania, naciski w społecznościach praktykujących FGM nawet w Wielkiej Brytanii pozostają tak silne, że rodzice są gotowi wejść w konflikt z prawem, byle tylko wywieźć córki do kraju pochodzenia, by tam je okaleczyć.

To nie jest łatwy temat i choć niektórzy twierdzą, że przeczytali “Cięcie” jednym tchem, ja sama musiałam czytać z przerwami. Ogrom nieszczęść, jakie spotyka kobiety nadal, w naszych czasach, przytłoczył mnie, a momentami zostawiał na bezdechu. Książka nie jest napisana jednak by szokować, ale po to, żeby informować. Poza historią samej Hibo Wardere, która miała odwagę podzielić się swoim doświadczeniem, spora część poświęcona jest informacji i prewencji. Dowiecie się z niej o typach obrzezania, krajach, w których nadal się je praktykuje, a przede wszystkim o sposobach walki z tym procederem. Hibo opowiada, jaką drogę przeszła do kampanii przeciwko FGM i o tym, jak zmieniła się świadomość na ten temat w środowiskach lekarzy, nauczycieli i zwykłych ludzi. Podkreśla jak ważną jest prewencja i uczula, przede wszystkim nauczycieli i opiekunów, by ci nie przegapili żadnych przejawów, najdrobniejszych przesłanek, świadczących o tym, że rodzice dziewczynki, która jest pod ich opieka mają zamiar wywieźć ją z kraju w celu obrzezania, tudzież przeprowadzić zabieg na miejscu, bo i to jest coraz częściej praktykowane.

“Cięcie” Hibo Wardere to ciężkie przeżycie, ale też jedna z najlepszych książek non-fiction jakie przeczytałam w przeciągu ostatniego roku. Za ebooka serdecznie dziękuję wydawnictwu Prószyński i S-ka.

ciecie

 

Ps. Jeśli temat Was zainteresował, wieki temu czytałam bardzo dobre książki modelki Waris Dirie (“Kwiat pustyni” “Córka nomadów”), która również jest zaangażowana w walkę przeciwko FGM. Pisałam wtedy nawet pracę zaliczeniowa na studiach na temat FGM. 15 lat temu! Wczoraj zaś obejrzałam polecany w “Cięciu” film dokumentalny “The Cruel Cut”, ale ostrzegam!, tylko dla tych o mocnych nerwach. Przy dwóch scenach (scena faktycznego obrzezania oraz scena “otwierania”) rozpłakałam się i wyłączyłam, żeby wrócić do filmu dopiero po przewinięciu tych fragmentów.

Advertisements

3 thoughts on “Hibo Wardere „Cięcie”

Leave a Reply

Fill in your details below or click an icon to log in:

WordPress.com Logo

You are commenting using your WordPress.com account. Log Out /  Change )

Google+ photo

You are commenting using your Google+ account. Log Out /  Change )

Twitter picture

You are commenting using your Twitter account. Log Out /  Change )

Facebook photo

You are commenting using your Facebook account. Log Out /  Change )

Connecting to %s