Laura Purcell “The Silent Companions”

Bo to było tak, że najpierw P. miała tę książkę na swojej goodreadsowej liście TBR. Potem okazało się, że mój klub książki Waterstones właśnie bierze tę powieść na tapetę, więc przekazałam P, że ma czytać i dołączyć. P. zdążyła przesłuchać audiobooka “The Silent Companions” Laury Purcell zanim ja nawet otworzyłam książkę, ale miała tyle uwag, że kazała mi czytać szybko, bo ona chce o tym pogadać. A mi długo powtarzać nie trzeba, rzuciłam to, co akurat czytałam i zabrałam się za powieść Laury Purcell. Już się nie dziwiłam, że P. tak bardzo chciała o tej książce pogadać, bo sama komentowałam jej prawie każdy rozdział na bieżąco. I tak oto ten wpis będzie trochę inny, bo powstał częściowo z naszej dyskusji.


UWAGA! Będą spoilery!

Kiedy P. powiedziała, że książka właściwie nie jest zła, “ale nie jest świetna i im dalej w las tym się robi dziwaczniejsza”, zaciekawiłam się jeszcze bardziej. Początkowo, przy pierwszych stronach, miałam pewne skojarzenia z “The Miniaturist” Jesse Burton, ale niestety, płonne nadzieje na powtórkę klimatu tej świetnej powieści.

 

1860

Elsie Bainbridge, która jedzie do posiadłości na wsi, by pochować swojego męża. Nie wiemy jeszcze co się stało. Małżeństwo na stałe mieszka w Londynie, Elsie jest w ciąży, a mąż doglądał jakiś spraw, o których nie zostaniemy poinformowani. Elsie jadąc w towarzystwie kuzynki męża, Sary, czuje się odrobinę nieswojo. Ma wrażenie, że coś jej zabiera, że dom i jego zawartość powinny znaleźć się w rękach kuzynki, a nie żony. Z jednej strony wypowiada w głowie te wszystkie wątpliwości, a z drugiej, nie wpada na pomysł oddania Sarze tego, co według niej należy do Sary. Noo, może poza naszyjnikiem z diamentów… ale przecież mąż wyraźnie napisał w liście, że oddaje je Elsie. Przecież nie może przeciwstawić się ostatniej woli zmarłego…

Jak wspomniałam, Elsie była w ciąży. Niestety, autorka nie potrafiła w żaden sposób mnie o tym przekonać. Bo ciąża to nie tylko brzuch i w powieści nie wystarczy: napisać, że ktoś jest w ciąży. Elsie tak jakby zapominała o ciąży, nie było żadnego połączenia między nią, a rozwijającym się w niej dzieckiem. A zdanie: “She could not love daughter that looked like her. She could not bear to glance upon a mirror of her past without being sick.”, mówi nam tylko tyle, że nienawidzi samej siebie. Ale dlaczego?

Bycie panią wielkiego domu nie jest łatwe. Elsie chce zawiadować służbą, ale nigdy nie miała tak wielu pomocników, więc średnio jej to idzie. W dodatku w domu zaczynają się dziać dziwne rzeczy. A zaczęło się, od znalezienia na strychu silent companion, czyli wolno stojącej lalki/rzeźby/obrazu dziewczynki. Sarah od razu powiedziała, że jest milutka i chce ją zabrać do pokoju, ale ja zgadzam się z resztą domowników – te figurki są strasznie i niepokojące. W linku znajdziecie więcej tego o czym mówię: okropność! W tym momencie mój mózg pracował na szybkich obrotach i wyobraziłam siebie tysiące przerażających rzeczy, jakie mogły się wydarzyć dzięki tym lalkom. Tak, to się Laurze Purcell akurat udało.

Do kompletu Sarah odnajduje pamiętniki Anny. Anna należała do jej rodziny, a biedna Sarah nie ma już przecież nic, co by do niej należało, więc zabiera pamiętnik, by dowiedzieć się czegoś nowego o przodkach. Jak się pewnie domyślacie, to też nie było może takim najlepszym pomysłem.

 

1635

Od tej pory, równolegle z wydarzeniami z 1860 będziemy czytać o Annie w 1635. Czy Anna została uznana za czarownicę tylko dlatego, że wiedziała jak używać ziół? To, że Hetty urodziła się po tym jak jej mama zażyła dziwny wywar, nie jest już sekretem. Anna nie mogła mieć więcej dzieci, a jednak… Zapłaciła za to wysoką cenę, jej córeczka Hetty była niema. To Anna sprowadziła do The Bridge (tak nazywa się posiadłość) silent companions. Znalazła je przypadkiem w sklepie z antykami. Sprzedawca wychwalał jako doskonały przykład sztuki z Holandii, a Anna chcąc zrobić dobre wrażenie na królu i królowej, którzy mieli się zatrzymać w The Bridge, postanowiła wykupić cały skład tych okropnych figurek. Jednak, kiedy zaczęły się dziać dziwne rzeczy i companions zaczęły “przeszkadzać”, sklepu nie udało się już odnaleźć.

Kiedy dzieje Elsie nawet mi się podobały, pamiętniki Anny wydały mi się zbyt nachalne. P. zauważyła, że to tak jakby autorka chciała nam rzucić wszystkie istotne informacje na raz, ale nie podołała z opisaniem ich tak, żeby nie przytłoczyć czytelnika. Między tymi wydarzeniami jest prawie dwieście lat różnicy, a nie zauważyłam nawet śladu zmiany sposobu mówienia. Tak, język to też słaba strona tej książki, nie jest ani odrobinę stylizowany, wręcz współczesny. I gdyby nie postacie oraz wydarzenia, po których rozpoznajemy, o którym okresie właśnie czytamy, nie mielibyśmy pojęcia, że zaszła jakakolwiek zmiana czasu.

“Dla mnie w ogóle cała książka była zbyt współczesna. Jak się Elsie krynolina nie plątała to w ogóle ciężko mi było pamiętać, w jakich czasach jesteśmy.” – powiedziała P. Też prawda. Po autorce, która specjalizuje się w fikcji historycznej spodziewałam się trochę więcej detali historycznych. Zamiast tego pani Purcell postanowiła skupić się na rzuceniu w czytelnika mięsem i innymi okropnościami. Począwszy od krowy, która nawet nie zdążyła dać jednej marnej kanki mleka.

Mamy sporo krwi, trup ściele się gęsto, prawie jakby to była wojna. Dobrze, że autorka zaopatrzyła książkę w wielu członków służby, bo na koniec nie byłoby już kogo zabijać.

 

No dobrze, może książka naprawdę nie jest zła, bo sam pomysł z lalkami bardzo mi się podobał. Ma potencjał, gorzej z warsztatem. Miałam jednak dobrą zabawę w komentowaniu wszystkich nieścisłości w powieści. Bo to nie było tak, że ja się uwzięłam i ich wyszukiwałam – one same mi wyskakiwały, były tak oczywiste.

Możecie się ze mną kłócić, ale pomysł z adopcją krowy w XIX wieku wydaje mi się absurdalny. Wiadomo, o co chodzi, autorka chciała pokazać dobre serce Elsie, która wykupiła krowę, by nakarmić jej mlekiem biedotę z wioski. Ale samo użycie słowa “adopcja” w tym przypadku jest nieco niefortunne. I tak naprawdę ten gest niewiele wnosi w dalszej części, bo Elsie w żadnym innym momencie nie objawia się jako filantrop. No dobrze, skłamałam, chciała też pomóc jednej służącej, ale to by było na tyle i nie wniosło nic wielkiego do całokształtu jej postaci.

Mogłabym Wam jeszcze więcej takich przykładów przytoczyć, które wyskakiwały na mnie nieproszone, domagające się uwagi i komentarza, ale chyba już macie mniej więcej obraz sytuacji.

I nie to, że nie polecam. Jeśli nie przeszkadzają Wam pewne braki i nieścisłości, a ciekawi Was sam pomysł to proszę bardzo, czytajcie. Tylko nie mówcie, że nie ostrzegałam 😀


Advertisements

One thought on “Laura Purcell “The Silent Companions”

Leave a Reply

Fill in your details below or click an icon to log in:

WordPress.com Logo

You are commenting using your WordPress.com account. Log Out /  Change )

Google photo

You are commenting using your Google account. Log Out /  Change )

Twitter picture

You are commenting using your Twitter account. Log Out /  Change )

Facebook photo

You are commenting using your Facebook account. Log Out /  Change )

Connecting to %s