Małgorzata Gutowska-Adamczyk „Cukiernia pod Amorem” tomy 4 i 5

Ludzie lubią, kiedy wszystko odbywa się “po bożemu”, ustalonym trybem, w odpowiednim czasie. Nie potrafią zrozumieć, że ktoś może być inny, chcieć czegoś innego.

Zwlekałam z czytaniem ostatnich tomów “Cukierni pod Amorem” z prostej przyczyny: potrzebowałam na nie trochę spokoju, bo wiedziałam, że tak łatwo się od nich nie oderwę. Udało się go znaleźć dopiero przy okazji lutowego urlopu, kiedy to cały wieczór miałam dla siebie, bez obawy, że muszę kończyć czytać o 22, bo o 5.20 rano mam pobudkę do pracy. Och, błogość czytania do późna…

Kiedy już wszyscy myśleli, że “Cukiernia pod Amorem” będzie trylogią, nagle pojawił się on: tom czwarty, “Ciastko z wróżbą”. Stali czytelniczy Małgorzaty Gutowskiej-Adamczyk od razu domyślili się, że chodzi zapewne o ciastko z cukierni Hryciów. Ciastko to wymyślił Zbyszek, 20-letni przyszły właściciel cukierni, jak zakładają wszyscy. Ciastko ma brać udział w konkursie podczas tegorocznych Dni Gutowa i chłopak bardzo się stara, żeby wszystko poszło jak najlepiej. Jest jeden szkopuł… czy to na pewno wystarczy? Rodzice obawiają się, że receptura jest zbyt banalna, a wróżby trochę żałosne. Czy Zbyszek nie ośmieszy siebie i przy okazji ich samych?

Ale dla Zbyszka ciastko to tak naprawdę mniejszy problem. Jego plan działania zogniskowany jest zupełnie gdzie indziej. Poznał dziewczynę i świata poza nią nie widzi. Rodzice podejrzewają, że jeszcze wiele łez przeleją przez ten związek, jednak nie ingerują. W końcu też kiedyś byli młodzi i popełniali błędy. Tylko czy uda im się trzymać na dystans, kiedy tak bardzo chcą chronić synka?

Kolację jedli sami. Tego się zresztą Helena od rana spodziewała. Zbynio właśnie odgryzał pępowinę. Nawet gdyby miał cały wieczór przesiedzieć na ławce nad jeziorem, i tak nie zameldowałby się grzecznie w domu. Ona jako nastolatka tak by właśnie zrobiła. Zaczęło się starcie, padły słowa o dojrzałości, trzeba iść za ciosem, poszerzać pole walki, zdobywać terytorium, udowadniać swą wolność. Bała się o syna, ale go rozumiała. I chociaż serce jej krwawiło, usiłowała zachować spokój.

Tymczasem Monika Grochowska-Adams przyjechała na Dni Gutowa, rozejrzeć się po mieście, o którym pisała niedawno książkę. Ma też małe zlecenie, rodzina Cukiermanów, poprosiła, żeby Monika porozmawiała z Hryciami na temat pamiątek pozostawionych w domu. Wierzą, że ich przodek, tuż przed ucieczką z miasta mógł schować, lub nawet zamurować jakieś drobiazgi, dokumenty. Dla Moniki ten przyjazd to jedno wielkie wspomnienie, każdy kąt przypomina jej o spędzonym w mieście dzieciństwie, wywołuje miłe nostalgicznie uczucie, kiedy myśli o przyjaciółce Teresie, o domu Pawlaka, który był dla niej jak dziadek, ale także żal i rozgoryczenie na wspomnienie matki oraz pierwszego chłopaka Moniki. Jego nawet spotkała. Ech, Grzegorz Hryć nadal lubi świecić w towarzystwie. Ale teraz słabiej mu to wychodzi skoro tak się postarzał. Pan poseł, phi. Ale, ale… czy ona przypadkiem nie rozpoznała właśnie głosu dawnej przyjaciółki? Tam, w zamku Zajezierzyckim, jeden z trzech damskich głosów bardzo jej przypomnał głos Teresy. Czyżby to sobie wymyśliła, opierając się na dość intensywnych w ostatnich dniach wspomnieniach z dzieciństwa?

Teresa nie ma czasu do stracenia. Choroba postępuje, a ona musi zmierzyć się z przeszłością. Nie zazna spokoju, puki nie rozliczy się sama ze sobą i może jeszcze z kimś. Dłużej nie usiedzi w Wiedniu, musi działać, zanim zabraknie jej sił. Teresa nie prosi, wie, że córka i wnuczka zrobią dla niej wszystko, po trosze, dlatego, ze umiera. Wszystkie trzy jadą do Gutowa. Tak, tam w Zajezierzycach, to były one. Monika bezbłędnie rozpoznała głos dawnej przyjaciółki. I co teraz? Czy znajdą jeszcze wspólny język, po tylu latach? Okazało się, że wiele wydarzeń zapamiętały zupełnie inaczej, ale jak dobrze było porównać, poskładać elementy układanki w jedną całość.

“Ciastko z wróżbą” czyta się wspaniale. To ciepła, interesująca opowieść, gdzie balans między retrospekcją, a współczesnością jest idealnie wyważony. Jedna z tych powieści, gdzie nie możesz się doczekać kolejnego rozdziały by dowiedzieć się co działo się w przeszłości, gdy w tym samym czasie próbujesz szybciej czytać rozdział teraźniejszy, bo tyle emocjonujących rzeczy się wydarzyło, a ty nie możesz się doczekać ich rozwiązania. Jednocześnie, nie chcesz, aby ta książka się kończyła. Bo jak to? Już.

Autorka sprawiła czytelnikom tyle radości, ale też wielkie rozczarowanie, bo tom kończy się jakby w pół zdania, czyli w samym środku wydarzeń. Miałam ochotę mówić brzydkie rzeczy o pani Małgorzacie, kiedy przeczytałam zdanie: Koniec tomu pierwszego. Na szczęście, kolejny tom tylko czekał, żeby go zrzucić na czytnik, co też tak zrobiłam zaraz następnego dnia i niezwłocznie zaczęłam czytać drugi tom, (a właściwie 5 w serii) czyli “Dziedzictwo Hryciów”.

“Dziedzictwo Hryciów” to bezpośrednia kontynuacja serii i znajdziemy wydarzenia, które są konsekwencją tego, co działo się w “Ciastku z wróżbą”. Czeka nas kolejna partia wzruszeń, kilka nieoczekiwanych rozwiązań, ale tyle samo uciechy, co przy “Ciastku z wróżbą”. W tej części dowiemy się, w jaki sposób Monice udało się wyrwać zagranicę, jak radziła sobie Teresa i dlaczego postanowiła zrezygnować z wygodnej protekcji pani Wypych. Podpatrzymy też romans Mei z barmanem i przejrzymy szyki niezbyt szczerej dziewczyny, która zagięła parol na Zbyszka. Jak zakończy się całość? Tego nadal się nie dowiemy, bo, niespodzianka: będzie kolejny tom. Ale przynajmniej tym razem pod koniec wiedziałam, czego się spodziewać, i doznałam tak wielkiego szoku jak przy gwałtownym zakończeniu poprzedniego tomu.

Polska raz na dekadę wyganiała swoich obywateli. Nie jestem tego w stanie pojąć. Pięćdziesiąty szósty, sześćdziesiąty ósmy, osiemdziesiąty pierwszy… Jaka to strata dla państwa!

“Ciastko z wróżbą” i “Dziedzictwo Hryciów” to bardzo dobrze napisane, wciągające obyczajówki, które spełnią wymagania nawet bardzo kapryśnych czytelników. Powieści mają w sobie idealnie wyważony balans między retrospekcją a współczesnością, wspaniale oddają atmosferę polityczną zarówno teraźniejszą (bez wymieniania konkretnych nazwisk i nazw partii) jak i czasów dorastania i młodości Teresy i Moniki. Nieźle wykreowane małe intrygi sprawiają, że powieści czyta się dynamicznie i bez przestojów. Niecierpliwie czekam na kolejny tom, bo bardzo jestem ciekawa czy Zbyszek pójdzie w końcu po rozum do głowy, jak ułożą się sprawy z Mią i barmanem oraz jak zareaguje Monika na nowiny, jakie Teresa ma jej do powiedzenia.

Czytajcie, bo naprawdę warto, choćby dla samej ucieczki od codzienności. Seria “Cukiernia pod Amorem” Małgorzaty Gutowskiej-Adamczyk zapewnia tyle emocji, że czytając na pewno zapewnicie sobie ucieczkę od problemów własnych (będziecie zbyt zaangażowani w cudze ;)). Gorąco polecam całą serię, jako prezent dla koleżanek, mam i babć, bo nie ukrywajmy, tego typu obyczajówki cieszą bardziej panie. Niektórzy panowie też by pewnie chętnie przeczytali, choć większość z nich raczej stroni od literatury podejrzanie kobiecej 😉

Za ebooki dziękuję wydawnictwu Prószyński i Spółka.

Leave a Reply

Fill in your details below or click an icon to log in:

WordPress.com Logo

You are commenting using your WordPress.com account. Log Out /  Change )

Google photo

You are commenting using your Google account. Log Out /  Change )

Twitter picture

You are commenting using your Twitter account. Log Out /  Change )

Facebook photo

You are commenting using your Facebook account. Log Out /  Change )

Connecting to %s