Emily Bitto “The Strays”

Jest rok 1930. Do klasy dołączyła nowa dziewczynka, Lily. Jest trochę nieśmiała, ale to nie szkodzi, Eva zaraz się nią zajmie, wprowadzi w życie szkolne i… w swoje własne. Te dwie dziewczynki, już jako 9-latki świetnie się dogadywały. Potrafiły przebywać ze sobą godzinami, nigdy się nie nudząc. Nic dziwnego, że wkrótce Lily wtopiła się w życie Evy i jej rodziny, jakby sama do niej należała. A rodzina Evy była niezwykła…

What drew Eva and me together was our shared sense of imagination. Hers was formed from rich materials, mine from poor; her developed over endless hours in the exotic garden kingdom she inhabited with her sisters, mine over hours alone. But the end result was the same, and each recognized it in the other.


Bea, Eva, Heloise – od najstarszej, do najmłodszej. Trzy córki państwa Trenthon bardzo się od siebie różniły. Bea, ta rozważna, inteligentna, myśląca; opiekowała się siostrami, kiedy rodzice zaniedbywali swoje obowiązki. Eva to niespokojny duch, waleczna indywidualistka, najlepiej czuła się w towarzystwie najlepszej przyjaciółki, Lily. Lubiła broić i łamać zasady. Albo zwyczajnie ich nie uznawała, nie pozwalała siebie nic narzucić. Heloise zawsze w cieniu starszych sióstr, irytowała się, kiedy ją odsyłały. Starsze dziewczynki nie potrzebowały najmłodszej siostry do świetnej zabawy. Heloise za bardzo marudziła, a ich zajęcia niekoniecznie były odpowiednie dla młodszej dziewczynki. A ona miała do nich o to wieczny żal.

Państwo Trenthon to artyści. Mieszkają w wielkim domu z ogrodem. Evan maluje, jest uznanym australijskim malarzem. Dzięki swoim wpływom zaczyna tworzyć grupę artystów, wspierać ich, inspirować, pomagać wystawiać. Jego żona, Helena, niegdyś sama malowała, teraz głównie zajmuje się wspieraniem pracy męża. Czasem coś namaluje w zaciszu swojego pokoju, ale zdając sobie sprawę, że nie ma wielkiego talentu, woli to robić “dla siebie”. Państwo Trenthon prowadzą dość dekadenckie życie. Nie przeszkadza im w tym posiadanie trzech córek. Dzieci są w większości ignorowane i pozostawione same sobie. Co nie znaczy, że są niekochane. Oboje rodzice bardzo kochają dziewczynki, ale ich sposób na ich wychowanie diametralnie różni się od tradycyjnego. Najlepiej widać to, gdy porównujemy rodzinę Trenthonów z rodziną Lily. Lily, chyba właśnie to pociąga najbardziej, że spędzając czas u Trenthonow, może biegać samopas, nikt nie martwi się, czy już zjadła, lub czy odrobiła lekcje. Nikt nie każe jej iść spać po zmroku. Owszem, po jakimś czasie z utęsknieniem będzie wracać z matczyne ramiona, wspierające słowa ojca, parujący obiad na stole i poczucie bezpieczeństwa i stabilizacji, jakie zapewnić mogą tylko rodzice. Ale zawsze będzie ciągnąć ją do wolności i kleistej atmosfery panującej w domu przyjaciółki.

W “The Strays” Emily Bitto obserwujemy jak Lily wrasta w środowisko artystów. Widzimy trzy dziewczynki dojrzewające wśród wolnościowych haseł, artystycznych wizji, sztuki i używek. Kiedy w pewnym momencie państwo Tronthen decydują się otworzyć swój dom dla artystów nie tylko tymczasowo, ale zapewnić niektórym z nich dach nad głową, z niepokojem oczekiwałam katastrofy. Atmosfera, jaka tam panowała przypominała mi tę z filmu “Ukryte pragnienia” z Liv Tyler. Rozgrzana, dekadencka, pełna miłości, pachnąca farbą i trawką. Czy w takich warunkach dziewczynki mają szansę dorosnąć bez zbyt wielkich obciążeń psychicznych? Kto zadba o ich bezpieczeństwo i rozwój? Może właśnie w tej swobodzie jest metoda?

Part of the thrill of this perch above the ground-dwelling world of adults, this small fenced plot the sisters has requisitioned from cows and pigeons and made their own, was its hint of danger. I knew my mother would never allow me to be up there if she knew, and each time we scrambled up the slope of the roof to sit astride the apex was, for me, a mild rebellion against her interminable loving scrutiny. At the Trenthams’ we were left gloriously alone to ride the rooftops or circumnavigate the garden as we desired.

“The Strays” zaczarowała mnie, odebrała tydzień życia. Zachłysnęłam się soczystymi opisami, tak wyraźnymi, że z łatwością przelewały się w obrazy. Bez przerwy o niej myślałam, ciągle analizowałam. Wracałam myślami do niektórych zagadnień, ubolewając nad tym, że nikt z moich znajomych nie czytał książki i nie będzie mógł podzielić ze mną swoich wniosków i rozważań na jej temat. Ale to nie szkodzi, jutro idę na spotkanie klubu książki, dla którego czytałam właśnie tę książkę. Będę musiała bardzo mocno podziękować prowadzącej za zasugerowanie nieznanej mi wcześniej Emily Bitto, bowiem jestem nią zachwycona i zdaje się, że jak do tej pory, to najlepsza książka, jaką przeczytałam w 2019 roku.

Leave a Reply

Fill in your details below or click an icon to log in:

WordPress.com Logo

You are commenting using your WordPress.com account. Log Out /  Change )

Google photo

You are commenting using your Google account. Log Out /  Change )

Twitter picture

You are commenting using your Twitter account. Log Out /  Change )

Facebook photo

You are commenting using your Facebook account. Log Out /  Change )

Connecting to %s